Śmierdząca sprawa

Śmierdząca sprawa

Ścieki wylały się do przepompowni. Zaniedbanie? – Kontrola była przeprowadzana rutynowo i poprawnie – opowiada Fachowiec. – Technik załączył jedną pompę, zaskoczyła. Załączył drugą – pracowała. Poszedł dalej. Niedługo potem pompy stanęły, a ścieki zalały przepompownię.
Układy pompowe wydawały się pracować poprawnie, tyle tylko, że niczego nie tłoczyły.

– Jeżeli w przepompowni ścieków nie ma systemu nadrzędnego, monitorującego pracę maszyn, kontrola realizowana jest przez obsługę techniczną – mówi Fachowiec. – Wiadomo jak to wygląda w praktyce: technik idzie do sterowni i sprawdza, czy są jakieś aktywne alarmy, kasuje je, ręcznie załącza silniki i sprawdza na panelu potwierdzenie pracy. Jeżeli nie zauważy jakichś niepokojących objawów, idzie dalej.

Rutynowe czynności powtarzane są aż do dnia, w którym stają pompy, a ścieki wylewają się z kanałów. Krótko mówiąc: śmierdząca sprawa. A do tego lato, 30 stopni w cieniu…

Gdy firma asenizacyjna zrobiła już swoje, można było dostać się do silników i szukać przyczyny. Co się okazało?
– Jedna z pomp miała zerwany wirnik – mówi Fachowiec. – Rozsprzęgliła się, ale silnik działał, więc w trakcie kontrolnego uruchomienia nic nie wskazywało na kłopoty. Poziom ścieków w zbiorniku rósł, aż do uruchomienia drugiej pompy, która załatwiała sprawę.

Pozornie wszystko działało jak należy. Do czasu, czyli do zapowietrzenia drugiej pompy. Od tego momentu układy pompowe pracowały pełną mocą, ale niczego nie pompowały. Doszło do przegrzania silników i ich automatycznego wyłączenia.

Czy można było tego uniknąć? Zawinił człowiek? – Doświadczony UR-owiec potrafi, przy zerwaniu wirnika, “na ucho” stwierdzić, że z pompą jest “coś nie tak” – stwierdza Fachowiec. – Tym bardziej, że mając dwie pompy, sprawną i uszkodzoną, może zauważyć różnicę w wydawanych przez nie dźwiękach. Często jednak sterownia jest oddalona od układów pompowych – nawet doświadczony technik nie potrafi być w dwóch miejscach jednocześnie… A dwóch ludzi, to luksus, na który nie każdy zarządca może sobie pozwolić.

Oczywiście najpewniejszą metodą byłoby zrobienie pomiarów elektrycznych. Tyle, że to sporo pracy, a w utrzymaniu ruchu zawsze jest coś do zrobienia na wczoraj, więc… O ile nie jest to absolutnie konieczne, nikt nie pali się do drobiazgowych kontroli.

Dobrze jest mieć doświadczony personel utrzymania ruchu. Dobrze mieć czas na wykonanie szczegółowych kontroli. I szczęście, też bardzo się przydaje. Szczególnie wtedy, gdy nie prowadzi się stałego monitoringu maszyn.